Kiedy wrócił po tygodniu nieobecności, Lu spontanicznie wtuliła się w niego. Tobiasz długo nie wypuszczał jej z ramion. Lu poczuła jego silne ramiona, nie chcące jej uwolnić. Poluźniła lekko jego uścisk, spoglądając mu w oczy. Cicho zapytała:
– Zostaniesz?
Tobiasz nie odpowiedział – zamiast tego pocałował ją prosto w usta. Lu odwzajemniła jego pocałunek, delikatnie wsuwając język w jego usta. Po chwili oboje się zachłysnęli sobą. Tobiasz wziął ją na ręce i zaniósł na jej posłanie.
Gdy tak leżała, wpatrując się w niego jak wystraszone zwierzę, Tobiasz powoli zaczął muskać ustami jej policzki, usta, oczy, czoło. Lu leżała z zamkniętymi oczami łapiąc każdą chwilę, każdą sekundę z tego szczęścia które tak nieoczekiwanie na nią spadło.
Tobiasz powoli objął ją w pasie, krążył dłońmi po jej biodrach, brzuchu, odzianym w grubą wełnianą szatę. Nie szczędził jej czułości ani pocałunków.
– Zdejmij to ze mnie… – szepnęła w pewnej chwili Lu. Czuła się pozbawiona wszelkiej woli żeby się opierać. Nigdy tak nie czuła. Jej ciało szalało, między udami czuła pulsujące ciepło które szukało ujścia.
Mężczyzna powoli zdjął z niej toporną suknię i ukazała mu się w pełnej krasie. Tobiasz westchnął.
Wolnym ruchem dotknął jej sutków, zbliżył do nich język, powoli i namiętnie zaczął je lizać i ssać delikatnie podgryzając. Zafascynowały go, miękkie i jędrne, o słodkiej skórze, nie miał dosyć. Lu wiła się jak opętana, jęcząc cicho z rozkoszy. Odkryła że jej sutki stwardniały, odczuwając przyjemność. Ręka Tobiasza powędrowała w dół, mocno ściskając jej klejnot. Lu jęknęła głośno, co tylko zachęciło jej kochanka. Spojrzał jej w oczy, i odnajdując w nich rozognioną chęć, całował ją coraz niżej, wpychał język w jej pępek, dłońmi pieścił biodra, głodnymi niecierpliwymi ruchami zszedł do jej gorącego klejnotu. Lu, gdy poczuła język pieszczący jej wnętrze impulsywnie rozchyliła uda. Nie chciała żeby przestawał, a ten językiem odnajdywał coraz głębsze partie, powoli zaczął pieścić jej krocze, bawił się palcami jej klejnotem.
Był jak dziecko wpuszczone do piaskownicy. Tobiasz poczuł jak bardzo jest gorąca i wilgotna i łaknął coraz więcej jej soków. Dawno żadna kobieta nie smakowała mu tak jak Lu.
– Chcę być twoja… – szepnęła jakby ostatkiem sił. Sama nie rozumiała tego co się dzieje, skąd ta bezwstydność, pożadanie…. Hedwig i przerażenie na myśl o bliskości z męzczyzną w jednej chwili ustąpiły…. Czy tak to jest gdy się kogoś kocha? – pytała samą siebie w krótkich chwilach rozsądku które błyskawicznie mijały, jak na mrugnięcie okiem.
Mężczyzna pocałował ją znów w usta, Lu rozpaloną dłonią chwyciła jego pulsującą i nabrzmiałą męskość. Jęknęła przeciągle słysząc jego wstrzymany oddech. Mężczyzna powoli w nią wszedł. Lu poczuła piekący ból a potem odpłynęła razem z jego ruchami – szybkimi i gwałtownymi. Czuła go całego w sobie, czuła zapach jego potu, podniecenia i całkowicie bezwstydnie mu się oddała. Tobiasz wciąż w niej był, coraz mocniej i mocniej w nią się zagłębiał. Po chwili poczuła jak gwałtownie opada na nią fala gorąca, dopadły ją dreszcze i uczucie odrętwienia. Czuła jakby dalej w niej pulsował jej kochanek. Świat wirował jej przed oczami. Czuła się jak pijana.
Te pierwsze chwile gdy leżała przy nim spocona, zmęczona, były nieoczekiwanie cudowne. Najpierw była oniesmielona, nie wiedziała czy Tobiasz ją zechce, czy spodoba mu się jej ciało. Jego reakcja, słowa pełne zachwytu przerosły jej najsmielsze oczekiwania. wtedy z ufnością dziecka pokazała mu całą siebie, bez skrępowania, ciesząc się jego pożądliwym gorącym spojrzeniem. Chciała każde z nich przedłużyć, i trwać w nich wieczność. Nie dlatego że miała obsesję na punkcie swojego ciała, lecz z innego prostego powodu – nikt nigdy tak na nią nie patrzył, i choć zdawała sobie sprawę że jest piękna, to spojrzenia pospolitych wiejskich chłopów nie robiły na niej wrażenia, ona chciała by tak na nią patrzył męzczyzna który z takim samym uwielbieniem spojrzy w jej duszę. A chłopi po prostu chcieli ją posiąść. Ona nie była dziwką, jakich wiele było w wiosce, zdesperowanych myślą że lepiej mieć jednego męzczyznę w całym życiu i poznać jego smak za wszelką cenę, nie bacząc na swoją cześć. Ona miała szczęscie i dzikim tańcem na łące ukazywała księżycowi swoją radość.
Później w samotne noce rozpamiętywała tobiaszowy dotyk, smak, zapach skóry, to jak przyjmował dotyk jej dłoni, gdy muskała go koniuszkami palców albo traktowała leciutko koniuszkami paznokci, podgryzała zadziornie zębami jego miękką, ciepłą, tak słodko pachnącą skórę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s